Tydzień, tydzień bez posta... jak tak mogłam. Nawet nigdzie was nie zabrałam wolny dzień...
Dlaczego? Przeryczałam, smarkałam, użalałam się nad sobą i jeszcze raz ryczałam...
Wszystko zaczęło się układać, naprawdę. Złapałam wiatr w żagle, poznaje nowych ludzi, coraz częściej mam do kogo się odezwać i nie czuję się samotna.
O poranku wstaje z radością do pracy i wcale nie jestem zmęczona kładąc się spać. Czar prysł...
Nie mogę wrócić do Polski do końca mojego kontraktu, co z tym idzie- spędzę Święta Bożego Narodzenia na Malcie. Gdy tylko o tym się dowiedziałam, zalałam się łzami, zamknęłam w pokoju i nikogo nie chciałam widzieć. Jak to? Ja tutaj? Na święta SAMA?!
Oczywiście, telefony do rodziny i płacz w słuchawkę. Co ja mam zrobić? Sama uszka ulepić i ugotować barszcz? PRZECIEŻ TUTAJ NAWET BURAKÓW NIE MA!!!! Zamiast choinki - palma, zamiast karpia- jakaś płotka z morza...
Był kryzys, były opuchnięte oczy. Dobrze, że mam rodzeństwo... Które wsparło mnie w tej trudnej dla mnie chwili, ukazali mi same pozytywne strony mojego pobytu. "Julia! Sylwester na Malcie! Kto by nie marzył o takim pobycie!" W sumie... rację mają. Po cichu mam nadzieję wielką, że wieczerzę spędzę wraz z przyjaciółmi, choćby to miało się odbyć na plaży.
Naprawdę, teraz zdaję sobie sprawę, jak ciężko być dorosłym na własną rękę a jednocześnie nadal trzymam się sukienki mamy. Rodzina, jest moim priorytet. Choćby mury pękały i skały srały to przetrwam z uśmiechem pobyt na Malcie. Otaczają mnie sami dobrzy ludzie, doskonale wiedzą jak się czuję i nie pozwalają bym o tym za dużo myślała.
Dlatego oh la la comme ci, comme ci, comme ca. Szepnijcie mi jakieś słówko otuchy, bo tego teraz bardzo potrzebuje!

Julka! Wiem,że to ciężkie ale pomyśl ile ludzi wyjeżdża na święta z domu do innego kraju, może jakaś dobra duszyczka spędzi z Tobą ten dzień! :) poza tym na pewno będzie to ciekawe doświadczenie, które może w życiu się kiedyś przyda. Nigdy nic nie wiadomo �� Wiadomo będzie smutno itd ale szukaj pozytywnych stron! Głowa do góry i do przodu mała, bo jak nie ty to kto? ��
OdpowiedzUsuń