poniedziałek, 8 sierpnia 2016

dzien 13 CO I JAK

Jestem po pracy 23:40 totalnie zmielona i wypluta, a nad moją głową latają lądujące samoloty, wiatrak chodzi bo musi-klimy brak i dodatkowo chora współlokatorka to i sauna w chacie "NIE OTWIERAJ OKNA BO MNIE ZAWIEJE!!!!" jest 24 stopni, więc faktycznie trzeba uważać (tak, to była delikatna ironia)

Postanowiłam Wam opowiedzieć jak wygląda mniej więcej mój dzień. W ciągu dwóch tygodni ogarniałam CO I JAK i przede wszystkim, uczyłam się języka, bo z takim angielskim to wstyd do ludzi wychodzić. Jednak jedno muszę przyznać- z dzieckiem dogadasz się bez słowa a zabawa trwa w najlepsze.

Godzina 8:00
Ufff jeszcze pół godziny kimy

Godzina 8:15 (budzik współlokatorki)
Okej jeszcze 15 minut

Godzina 8:30
No to wstajemy, co prawda pracę zaczynam o godzinie 10:00, jednakże o poranku mam takie total slołmołszyn, że ubieranie skarpetek jest dla mnie czasochłonne. Pewnie, mnóstwo moich znajomych śmieje się pod nosem "ta, akurat, większość to ci schodzi na makijaż" i tutaj was zaskoczę... Do pracy praktycznie nie maluję się. Próbowałam przez pierwsze dwa dni, jak to ja z full mejkapem łazić, ale po pół godzinie moje kreski nad oczami były już na policzkach. Zresztą Taty rady: "wystaw gębę do słońca przynajmniej pryszcze ci znikną" (całusy Tato)

Rano śniadanie w hotelu następnie dwie i pół godziny zajęć z gośćmi (piłka nożna, siatkówka, golf, kręgle, sjolbank (czy jakoś tak, JA TO PROWADZĘ ale do tej pory nie potrafię tego poprawnie wymówić) różne fitnesy, Zumby itd) potem przerwa na lunch , potem znów to samo potem znów przerwa obiadowa a na koniec słynne MINI DISCO, choreografie opanowałam w ciągu tygodnia, ale uwierzcie... godzina tańca z dzieciakami i człowiek ma dość...  (pod "godziną tańca": kryje się: wieszanie się po szyi, ciągnięcie za włosy, sukienkę i wszystko co wisi, dynda i jest w zasięgu ręki dzieciaka, oraz przekrzykiwanie się nawzajem- mówiąc kolokwialnie darcie gęby ile sił w płucach)


No i tak codziennie, codziennie i codziennie. Uwierzcie mi, niby nic a raczej wakacje połączone z dobrą zabawą, ale po całym dniu człowiek zasypia jak dziecko..


Powiem wam szczerze, że gdy przyjechałam tutaj, nie wiedziałam tak naprawdę po co ja się tutaj pchałam. Sami przyznajcie, zawsze jest ciężko idąc pierwszego dnia do pracy- a tutaj jeszcze nikt nie mówi w twoim języku! To już total stres miałam. Teraz, jest fajnie i sądzę, że będzie jeszcze lepiej.
Najmilsze w tym wszystkim jest to, gdy goście opuszczają hotel to szukają właśnie ciebie, aby podziękować za poświęcony czas dla nich i dla dzieci, wymiana facebookiem i 'mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy" FAJNIE JEST, NO...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz