piątek, 5 sierpnia 2016

Dzień 11

No i co ja tu robię? Zadaję sobie to pytanie od dwóch tygodni... porwałam się z motyką na słońce.

Zachciało mi się Malty... pięknej Malty. Przychodzą takie dni jak te, że zaszywam się pod kocem i beczę z modlitwą i nadzieją, że to tylko sen i jestem w pięknej Polsce. Wiem, wiem jestem strasznym mazgajem, ale też nadal dzieckiem trzymającym się sukienki mamusi. Czy jest fajnie? JEST ZAJEBIŚCIE! Mam nocleg, mam jedzenie, pracuje w najlepszym hotelu zabawiając ludzi i jeszcze za to mi płacą... Nie jeden chciałby być na moim miejscu... zamienimy się? Serce łamie mi się na tysiąc kawałków, gdy tylko pomyślę o mojej rodzinie, o drących mordę psach pod domem i moim ulubionym barze. Boże, Julka gdzieś Ty się wryła... DO PIĘKNEJ MALTY!

Ze mną jest tak, raz jestem szczęśliwa, gęba mi się cieszy od ucha do ucha... A raz chodzę jakby mi co najmniej odebrali bon do cyrku. Dzisiaj mnie właśnie taki kryzys dopadł, ryczałam i ryczałam aż się wyryczałam. Jaki był powód? Chyba za dużo by wymieniać- pierdoły trzymają się mnie jak rzep psiego ogona. Że pranie nie wysycha (SERIO), że Mama nie odpisała mi na wiadomość ( A PRZECZYTAŁA!) i że mleko mi się kończy do kawy...

A jak w pracy? Hotel wypasik, jedzonko, że człowiek obje się na kolejne trzy dni. Pracownicy? Nooo tutaj możemy trochę postać i porozmawiać. Są tacy z którymi rozmowy się nie kończą, ale i też są tacy z którymi żyje jak pies z kotem... I przez właśnie takich osobników chce się wrócić do domu, ale spokojnie człowiek posiedzi dłużej na wysepce to zacznie się ustawianie pionków ;)

Co mnie tutaj trzyma? Chyba póki co kontrakt (he he zabawne). Gdybym mogła już bym wróciła, ale nie... Trzeba twardo stąpać na nogach, Zbyt dużo ja i moja rodzina poświęciła i zainwestowała w to abym była teraz tu gdzie jestem.. choć szkoda, że nie istnieje teleportacja. Łzy same cisną z oczu jak tylko o tym myślę- JESTEM TUTAJ SAMA JAK PALEC, w dodatku z angielskim z którym najlepiej się schować i nie odzywać. Gdy rozmawiam z obcokrajowcem, mam nadzieję, że własnie nie zadaje mi pytania...  Choć nie użalajmy się tak nad tym, przecież to tylko język którego szybko się da nauczyć (dzieci słuchajcie rodziców i uczcie się w szkole bo potem to tylko komunikacja na migi wam pozostanie) a tak poza tym mieszkam na totalnym zadupiu Maltańskim ale i tak jest pięknie i fajnie, mam dobrego szefa- póki co do szczęścia nic więcej mi nie trzeba... chyba, że gołąbków od Mamy...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz